Bergen w lutym czyli: i w śniegu, i w deszczu?

with Brak komentarzy

Bergen w lutym czyli: i w śniegu, i w deszczu?

Jest luty, zimno, czasem popada śnieg, szarówka. Przekopujesz Internet w poszukiwaniu ucieczki od przygnębiającej pogody. Trafiasz na bilety do Bergen, 80zł w obie strony! Brzmi jak okazja, ale to nie jest ucieczka przed polską pogodą w lutym, tam będzie podobnie. To też nie jest pomysł na tani wyjazd pomimo tak rewelacyjnej ceny biletów. Ale jeśli chcesz poczuć skandynawski klimat, to jest miejsce dla Ciebie!

Transport:

Do Bergen dolecisz z Warszawy, Gdańska, Katowic i Szczecina dzięki linii WizzAir. Prawie zawsze można znaleźć bardzo tanie bilety.  Nam, ekipie z Warszawy, opłaca się bardziej dojechać do Gdańska i stamtąd dolecieć do Bergen.

Nie prześpij lądowania! Nawet w słabą pogodę zobaczysz wspaniałe fjordy, będące celem podróży tysięcy turystów nie zrażonych wysokimi norweskimi cenami. Niestety, już dojazd z lotniska jest pierwszym zderzeniem z nimi. Flybuss, którego znalezienie nie jest żadnym problemem, kosztuje około 100zł w obie strony. Jest jakiś legendarny autobus miejski linii 100 ale powodzenia w szukaniu przystanka (nie ma) i rozkładu jazdy (również nie ma).

Komunikacja miejska jest bardzo droga, ale na szczęście nie ma potrzeby jej używania -Bergen jest niedużym miastem. Za to jeśli chcesz się udać pooglądać fjordy i nie złapiesz stopa szykuj się na wydatki: ze zniżką studencką (dobrze mieć ISIC card, gdyż nie zawsze uznają polską legitymację) w obie strony pociągiem NSB do Stanghelle ponad 70zł, a jest to bardzo niedaleko Bergen. Warto jednak tam podjechać bo widoki zarówno po drodze jak i na miejscu są niesamowite.

 

Nocowanie:

Hostel za 100zł za noc, pokój 12 osobowy? Tak, jest to korzystna i najtańsza opcja standardowego nocowania. Za to lokalizacja jest świetna. Byliśmy w kilka osób więc zupełnie nie przeszkadzał nam zbiorowy pokój (no może jedynie wtedy gdy o 7 rano każdemu zaczął dzwonić budzik, a później 5min później po „drzemce” jeszcze raz J ). Wybraliśmy Bergen Ymca Hostel, położony tuż obok największej atrakcji Bergen czyli Bryggen. Jest to wpisany na listę UNESCO szereg dawnych kupieckich domów, skrupulatnie odrestaurowanych po pożarze w 1955 roku.

Kuchnia:

Zdecydowanie morska. Wszystko co pływa w morzu, znajdziecie na talerzu. Niestety będzie to bardzo drogo kosztowało. My, jako studenci, już i tak przytłoczeni cenami omijaliśmy te miejsca posiłkując się targiem rybnym i supermarketami (gdzie można znaleźć tanie Pesto za 6 zł, placki do tortilli za 10 zł czy paczkę świetnych orzeszków Notte & Fruktmix za również 10 zł). W barach taniej nie będzie. Jedyny, który odwiedziliśmy oferował małe piwo za 60 zł…

Zwiedzanie:

Przeszliśmy miasto wzdłuż i wszerz. Dostępne są muzea np. Hanseatic albo Troldhaugen. My jednak do nich nie wchodziliśmy. Interesowała nas lekko górzysta okolica za granicami miasta.

W zimę na spokojnie można wejść w dość dobrze oznaczone lesiste okolice ale… jeśli chcesz przejść bardzo polecany (polecany w okresie letnim) szlak Floyen – Urliken trzeba być przygotowanym na wymagające warunki.

W Bergen padał deszcz, były 4 stopnie. Na wyżej wspomnianym szlaku możecie spotkać się z zamiecią śnieżną i prawdopodobnie będziecie brnąć w śniegu po kolana. Przejście tego szlaku zajęło nam kilka godzin, 28 km drogi, po drodze nie spotkaliśmy nikogo. Jest również ślisko, czasem przydadzą się nawet lekkie, składane raki. To, co w okresie letnim jest przyjemną drogą, w okresie zimowym jest wymagające. Gdy złapie Cię wichura, możesz się ukryć albo na stacji Urliken (w naszym przypadku było to niemożliwe, gdyż była zamknięta z powodu trudnych warunków) albo pod stacją przekaźnikową. Kieruj się zawsze na kamienne kopce i nie zbaczaj ze szlaku. Wbrew pozorom jest to bardzo łatwo zrobić gdy złapie Cię whiteout. A pamiętajmy że najwyższy szczyt Urliken ma tylko 643m n.p.m.

Podsumowanie:

Po tym wyjeździe bardzo polubiłem Norwegię ale wiem, że z powodu wysokich cen za szybko tam nie wrócę.

 

Leave a Reply