Islandia – wyspa o wielu twarzach

with 1 komentarz

Islandia

Czym byłby blog podróżniczy, bez opisu jednego z popularniejszych kierunków turystyczno-trekkingowych ostatnich lat? 😀

Na tej magicznej wyspie miałem okazję być „zanim to było modne” , czyli w lipcu 2015 roku. Wypad był spontaniczny – pojechałem razem z moim dobrym, podróżniczym przyjacielem Wojtkiem. Na wyjazdach wędrowniczych połowa sukcesu to dobre i gotowe na wszystko towarzystwo. Na 3-4 tygodnie przed terminem wylotu uznaliśmy, że „no dobra to lecimy”. Warunkiem, że wyjazd dojdzie do skutku było otrzymane od producenta śpiworów zapewnienie , że do dnia przed wylotem uda im się uszyć, a mi odebrać, mój niewymiarowy ponad 2 metrowy śpiwór.Na szczęście udało się!

 

No dobra, to lecimy

Wyjazd trwał 7 dni, z czego możliwie wszystkie planowaliśmy spędzić na trasie śpiąc w namiocie, myjąc się w rzekach i jedząc pyszne (damn, serio!) jedzenie liofilizowane. Ale nasza wyprawa oczywiście nie obyła się bez paru fuck-up’ów. Po pierwsze założyliśmy, że lotnisko na którym lądujemy to na pewno to które widać na mapach google w samym centrum Reykjaviku.Mina pani na lotnisku oddalonym o ok 50 km od centrum na pytanie którędy dojdziemy do centrum – bezcenna. Mimo tego udało się dojechać (oczywiście po tym jak zepsuł się autobus, którym mieliśmy jechać!). Tym samym spędziliśmy nieplanowaną noc w Reykjaviku. Spotkaliśmy za to przemiłego Czecha, z którym w duchu bycia semi-homeless poszliśmy na kilka godzin spać na betonowym klocu z przepiękną panoramą miasta! (Dla chętnych przypinka na mapie, perfekcyjne miejsce na spanie!).

 

 

Następnego dnia z samego rana kupiliśmy bilety na autobus który miał nas dowieźć na miejsce startu naszej wędrówki – schroniska Landmanalaguar. Masa przygód była już za nami – a to dopiero początek. Będąc tam warto skoczyć na gorące źródła i popływać bo są perfekcyjne! W każdym razie po wygrzaniu czterech liter ruszyliśmy, aby rozpocząć naszą podróż.

 

 

Celem wędrówki miała być miejscowość Thórsmörk, pod słynnym wulkano – lodowcem Eyjafjallajökull (tak, umiem to wymawiać!).

Trasa licząca około 55-60 kilometrów zajęła nam 4 dni i ostatniego dnia kręciliśmy się po okolicy Thórsmörk. To co było najpiękniejszym elementem całej wyprawy to krajobraz, a właściwie to fakt że zmieniał się on co pół dnia. Zaczęliśmy pośród kamiennych, wulkanicznych skałek, po pół dnia trafiliśmy na pustynię śniegu po horyzont, jeszcze później krajobraz wyższych tatr, strome podejścia/zejścia, a jeszcze dalej pustynia cała pokryta piaskiem wulkanicznym. Po prostu bajka! Takiej różnorodności się nie spodziewałem i to chyba ona jest jest największą niespodzianką tej magicznie niesamowitej wyspy. Teraz kilka słów o trasie, która i nas zaskoczyła – mimo naszego doświadczenia trekkingowego. Nie tylko swoim pięknem ale i poziomem trudności. Długie podejścia po mokrym śniegu były naprawdę, naprawdę męczące. Kilkakrotnie musieliśmy brodzić w lodowato zimnej rzece będąc w samych gatkach i z plecakami na plecach.

Dobre rady

Z dobrych rad: po drodze warto od czasu do czasu skorzystać z „schronisk” , czyli miejsc gdzie można rozbić namiot, jest jakaś chatka z toaletą, ciepłą wodą i ogólno dostępnym salonikiem.  Za takie udogodnienia płaciło się około 50 zł + za każdą minutę ciepłej wody (wtedy nauczyłem się brać super szybkie prysznice 😉 ). Czasem po ciężkim dniu takie miejsce jest wybawieniem. Szczególnie polecam schronisko tego typu przy Thórsmörk, nazywa się Volcano Huts. Cena około 80 zł, a w cenie jest ciepła woda miejsce na namiot, sauna (!) (którą sami musieliśmy sobie odpalić 😛 ) i mały brodzik z wodą przed sauną żeby się schłodzić. Spędziliśmy tam ostatni dzień i noc przed powrotem do Reykjaviku.

Kilka uwag na koniec. Warto być przygotowanym na wszystko – Islandia potrafi być wymagająca i pewnie pokaże to w najmniej oczekiwanym momencie. Warto zatem być tak ubranym żeby w mgnieniu oka móc się ubrać bardziej, rozebrać czy okryć plecak i siebie od deszczu. Pogoda potrafi się zmienić w kilka minut (albo szybciej), także należy mieć to na uwadze. Dobrze się też co jakiś czas zaopatrywać w zapasową wodę do picia z rzek i strumyków ( do liofilizowanego można roztopić śnieg jak nie ma wody ale do picia smaczniejsza była z rzeki). Warto mieć też kijki trekkingowe, szczególnie przydają się przy brodzeniu przez rzeki.

 

Koszty

Na podsumowanie – trochę finansów. Cały wyjazd z szaleństwami na miejscu kosztował mnie 1881,16 zł z czego 589,36 zapłaciłem na miejscu za autobusy, pizze i spanie przy schroniskach na trasie.

 

Na pewno był to wyjazd wart każdej złotówki i jestem pewien, że to nie był mój pierwszy i ostatni raz na tej magicznej wyspie!

Na koniec pare time lapsów na yt. 

 

Autor: Jakub Kreft

One Response

  1. PrzegladIslandzki
    | Odpowiedz

    Super relacja! Jeśli ktoś jest zainteresowany Islandią – jeśli można – zapraszamy również:)
    http://przegladislandzki.pl/porady/169-kiedy-jest-najlepszy-czas-aby-odwiedzic-islandie-co-warto-zabrac-ze-soba

Leave a Reply